|
Polesie Wołyńskie - Grzęda Horodelska - Dzikie pola XX wieku - Wołyń Zachodni - Kotlina Pobuża XVI Wyprawa nad Bug 28-29.04.2001 Uczestnicy: Podlaszewski Michał Ewa Frączek Kamil Kowalczyk Pawlak Michał Stodulska Kamila Piotr Mirosław Sylwia Walczak Olga Krzyżanowska Anna Krzyżanowska Jakub Litwiński Figiel Małgorzata Kluczyk Jacek Kadra: Kornet Wojciech Girguś Wojciech Dzień I Teoretycznie zawsze wszystko co związane jest z naszym wyjazdem zostało dopięte na przysłowiowy "ostatni guzik" Teoretycznie - to znaczy szef ma zawsze taką nadzieję. A życie jak wiemy pisze swoje scenariusze. I ten wyjazd pokazał, że prawa Murphiego istnieją naprawdę. Do rzeczy!!! 8.00 - zbiórka uczestników ( są wszyscy bez poślizgu) brakuje tylko samochodu. 8.15 - zaniepokojony szef dzwoni do kierowcy Bus-a i co się dowiaduje .............. nie chcę cytować. 11.05 - w końcu podstawi się transport. Dwie godziny pilnowaliśmy krawężników. Bez zbędnych postojów jedziemy prosto do Dorohuska, na granicę z Ukrainą. Tu rozpoczyna się nasza turystyczna przygoda. Zwiedzamy pięknie położony XVIII - wieczny pałac Suchodolskich i udajemy się do miejscowości Husynne. Nie powiem, zainteresowanie, jakie wzbudziliśmy swoim przyjazdem zakrawało chwilami na czekające nas starcie z przeważającymi siłami miejscowych. Całe szczęście wszechobecni żołnierze WOP-u stonowali wszelkie zapędy. Spokojnym krokiem, podziwiając niezliczone gniazda bocianich rodzin ruszyliśmy nad Bug. A tu jak zwykle cisza i piękno świata budzącego się do życia przyprawiły nas o zadumę. Wiele rzeczy jest pięknych, lecz te widoki zastają na zawsze w pamięci. Idziemy do wsi Kolemczyce. Kilka domów położonych na wyższym tarasie zalewowym doliny. Kiedyś była tu cerkiew, lecz podczas akcji rewindykacyjnej w 1938r. została rozebrana.Następny punkt to Uchańka - urokliwa wioseczka o niesamowitej historii. Kilka słów przy kopcu Kościuszki i do Dubienki. Szef jak zwykle zaplanował drogę po terenie urozmaiconym, lecz dziś nie przewidział, że choć rzeka powróciła do swego koryta po wiosennych wylewach to woda nie koniecznie opadła. Twardo idziemy. Tak naprawdę to mało już brakowało by cel został osiągnięty. Argumentem, który ostatecznie przemówił do Szefa by zawrócić i iść dalej inną drogą były łabędzie. Okazało się, że z każdym krokiem w ich kierunku poziom wody w naszych butach drastycznie się podnosi. No cóż - natura wygrała z uporem i wytrwałością. W Dubience krótki postój, czas na regenerację sił, oglądamy cerkiew prawosławną p.w. św. Trójcy a raczej to co z niej pozostało i jedziemy do Dołhobyczowa by zobaczyć ciekawy noegotycki kościół, nie użytkowaną cerkiew prawosławną, zbudowaną w stylu rosyjsko - bizantyjskim i zespół pałacowy. Stąd już dwa kroki do miejsca zakwaterowania - szkoły w Hulczu. Całe szczęście, że już na miejscu kierowca złamał kluczyk do stacyjki. Najgorzej, że nie ma zapasowego - więc zajął się lutowaniem starego. Zobaczymy, co będzie jutro. Poranek okazał się obiecujący - udało się otworzyć drzwi samochodu, lecz niestety nie udało się go uruchomić. Po śniadaniu idziemy do kościoła, wracamy i ......... (nie chcę cytować szefa) nie możemy jechać dalej, bo nic nie działa w naszym samochodzie. Czekamy na innego Bus-a który musi po nas przyjechać z Kraśnika. Trudno. Brygada leży na trawie i opala się. Po trzech godzinach okazało się że już wszystko jest nareperowane i działa na .... ŚRUBOKRĘT. Nigdy nie kupię sobie takiego samochodu. Dalsze plany turystyczne musieliśmy odpuścić z braku czasu. Zobaczyliśmy jeszcze cerkiew w Dłużniowie, Mycowie oraz Chłopiatynie, rezerwat geologiczny pod Tomaszowem Lubelskim i na godzinkę zawitaliśmy do Zamośćia. Wyjazd ten nauczył nas jeszcze jednej rzeczy. Pokazał co to jest "mentalność wschodu" Nie ważne z kim się umówiłeś i na co. Pamiętaj i tak zostaniesz zrobiony w konia. Praktycznie wszyscy, z którymi przyszło nam współpracować w trakcie rajdu wystawili nas do wiatru. |