Skierbieszowski Park Krajobrazowy

19-20.03.2005

 

Uczestnicy:

 

Katarzyna Duda

Paweł Goguł

Karol Łyda

Łukasz Jędrejek

Marek Duda

Agata Stankiewicz

Marta Nóżka

Kamil Wójcik

Adrian Słabuszewski

 

Kadra:

Piotr Mirosław

Wojciech Girguś

 

"Pełna galeria z wyprawy"

 

Rajd Skierbieszowski zaplanowany był na 19-20 marca . Czekaliśmy na niego z dość sporą dawką zniecierpliwienia, ponieważ był to pierwszy „noclegowy” wyjazd w nowym roku. Dni mijały mozolnie, aż  nadeszła upragniona sobota! – czas stawić się na Dworcu Głównym PKS.

         Choć budynek poczekalni był pełny, z „naszych” rozpoznałem jedynie Mira. Wyszło na jaw, ze on tylko (jak przykładny opiekun)  oczekuje swych podopiecznych. Niektórzy bez niezbędnego oprzyrządowania (inni z zupełnie zbędnym) wsiedliśmy do autobusu , który miał nas zawieść prosto do Brzezin. Tam wysiadka i... już na samym starcie zaskoczenie – było „za zimno i za wietrznie”. Ba, lecz cóż to znaczy dla dzielnej braci wszędołazowej?! Zaledwie tyle, że czas ruszyć w drogę... Tak też uczyniliśmy. Cienka warstwa zlodowaciałego śniegu zapadała się pod stopami, ślizgawica przysparzała upadków, wilgotność „parkowania” po kolana w błocie. Szczęściem matka Natura wynagrodziła sowicie nasz trud – uroczym widokiem stada saren, spacerujących po wzgórzu. A jako, że wiatr wiał w odpowiednim kierunku, mogliśmy  podejść na tyle blisko, by zrobić im zdjęcie. Dalsza droga mijała jak zwykle przyjemnie, choć wiatr wzmagał się z każą chwilą. Szef  zaproponował postój przy (dla niektórych: na) myśliwskiej ambonie. Tam złapaliśmy za termosy i kanapki, by ruszyć w drogę po chwili wytchnienia. Pogoda dawała znać, iż zbliża się burza śnieżna. Mimo to, niejednokrotnie trudno nam było przyspieszyć, bo niektórzy zbyt dotkliwie odczuwali trudy niewygodnej drogi na własnych stopach. Takie sprężenie i gibkie ruchy wymusiły na nas nieplanowany odpoczynek. A któż mógłby przewidzieć, że zdołamy kiedykolwiek dotrzeć na nocleg „ za wcześnie”?!  W wybornych humorach mijaliśmy kolejne domki uroczej miejscowości. Jak się okazało, jeszcze cieplejsze powitanie „czyhało” nas w naszej kwaterze... Tam w pokojach znalazło się nawet łóżko! Choć nie dla wszystkich – bo niby po cóż  turlaliśmy ze sobą śpiwory?!. Po szybkim umyciu się oraz byle jakim rozłożeniu w kwaterach rozkoszowaliśmy się smakiem ciepłego dania, jakim zdawała się być fasolka w wykonaniu gospodarzy. Po niej  wszyscy rozleniwili się w swych „legowiskach”.

Wczesnym wieczorem miła gospodyni  przejęła nas ciekawie zawiłą przeszłością Skierbieszowa i zaproponowała krótki wypad do zakładu miejscowego rymarza. Warto było poznać człowieka (wyuczonego w dzieciństwie u majstrów), dla którego zawód jest od kilkudziesięciu lat niekłamaną pasją. Fachowiec nietuzinkowy w skali regionu i Polski. Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia powróciliśmy do kwatery, gdzie po nocnych, jednoczących śpiewaniach z gorącą  herbatą, wskoczyliśmy prosto w ciepłe śpiworki.

Niedzielę palmową rozpoczęliśmy niecodziennie -  od wizyty w miejscowym zabytkowym kościele. Wcześniej Marek opowiedział nam o nim nieco...

Przez malownicze wąwozy (nieoznakowane, lub źle oznakowane) kierowaliśmy się w stronę Starego Zamościa. Podczas jednego z postojów Paweł, wykazując się solidnym przygotowaniem, przybliżył nam historię i bogactwo przyrodnicze Skierbieszowskiego. W miarę zbliżania się do przystanku, parował z nas (mimo mrozów) żal, że kolejny raz trzeba opuścić dopiero co poznane dziewicze krainy Parku...

Po  powrocie do Lublina nie odnalazła się ani chwila wytchnienia. Nadchodził nieproszony czas, by dopiąć na ostatni guzik autoprezentację na dni otwarte szkoły...

 

 

 

 

Łydzik & Dzik

 

[Powrót]