Rajd Roztocze Środkowe
13-15.10.2006
Uczestnicy:
Duda Marek
Karol Łyda
Magda Włosek
Rafał Kowalik
Tarajko Kasia
Paulina Drozd
Wioletta Pytka
Wojtek Gnyp
Iza Rodak
Agnieszka Kowalska
Michał Stelmaszczuk
Wszędo Student:
Ola Białecka
Marcin Legwant
KADRA:
Wojciech Girguś
Sylwia Walczak
          Piątek trzynastego nie okazał się pechowy. Był to dzień, w którym po raz pierwszy uczestniczyłem w prawdziwym rajdzie turystycznym.
Michał i Wiola
[Powrót]
Wszystko spakowane: śpiwór, karimata, menażka... i uśmiech na twarzy. Czas opuścić Lublin na trzy dni. Wieczorem na dworcu zebrała się cała ekipa. Sprawne pakowanie do kursowego autobusu, dwie godziny jazdy i wysiedliśmy na parkingu leśnym w Tomaszowie Lubelskim. Było po 21:00, zimno, cicho, ciemno i nadzwyczaj spokojnie. Wszyscy pozakładali na siebie to, co choć trochę mogło ochronić od zimna.. "Sursumujemy" powiedział Szef i z latarkami w dłoniach oraz pozytywnym nastawieniem ruszyliśmy w las. Wędrowaliśmy, początkowo podziwiając piach pod nogami,
ale później nasze oczy przyzwyczaiły się do ciemności i mogliśmy oglądać niebo usłane gwiazdami. Pokonywaliśmy kolejne kilometry drogi leśnej, mijaliśmy uśpione wsie i wszyscy zachowywali się jak na nocnego turystę przystało. Z wyjątkiem naszego klubowego fotografa Rafała, który od czasu do czasu chował się w krzakach z wielkim żelaznym statywem usiłując uwiecznić naszą nocną podróż. Droga minęła spokojnie oprócz momentów kiedy musieliśmy ruszać w pogoń za majaczącą w oddali sylwetką Szefa. Po przejściu 23 km około godziny 2.00 dotarliśmy do kwatery w Suścu. Drugi dzień zapowiadał się ciekawie - słoneczna pogoda, ciepło i miła perspektywa spokojnej wędrówki. Mimo niewyspania, po obfitym śniadanku ruszyliśmy do rezerwatu "Czartowe Pole". Sesja zdjęciowa naszych fotografów, kilka słów Szefa, ładowanie pozytywnej energii od sosenek, kilka kanapek i dalsze manewry po Krajobrazowym Parku Puszczy Solskiej. Wędrując zauważyliśmy ogromną ilość grzybów,
którym nikt nie mógł się oprzeć. Dlatego Kadra zarządziła krótkie grzybobranie, które wieczorem zaowocowało pysznym sosem przygotowanym przez Kasię i Madzię. Jeszcze tylko punkt widokowy, kawałek polnej drogi prowadzącej przez wielki las tytoniu i.... Ku zdziwieniu i zadowoleniu byliśmy świadkami starcia Ledzio-Kozioł. Oczywiście nie wszyscy znają się na zwierzętach i początkowo niektórzy twierdzili, że to jeleń. Marcin po wcześniejszym zderzeniu czołowym, udobruchał koziołka
landrynkami i tym sposobem zdobył nowego klubowicza ponieważ rogacz miał wielką ochotę na wędrówkę z nami. Wieczorem kolacja, ognisko i tradycyjne śpiewanie podczas którego dało nam się we znaki rozdwojenie albo nawet roztrojenie jaźni Karola. Nasz prezes odkrył w sobie drugie ja oraz wcielił się w rolę gospodyni domowej wydającej obiady w schroniskowym okienku. Zabawa była przednia.
Rano znowu z większym bagażem niewyspania, ruszyliśmy nad Tanew, Potok Łosiniecki oraz Jeleń - czyli klasyka roztoczańskiej wędrówki przeplatana zbieraniem podgrzybków i wypatrywaniem pstrągów.....