Poleski Park Narodowy 27-28. 01. 2007r.
Uczestnicy: Artur Ejtel
Grzesio Zięba
Hania Dropko
Karol Łyda
Kryspin Gutek
Michał Bil
Michał Stelmaszczuk
Sylwia Biedacha
Weronika Sobieszyńska
Wiola Pytka
Wojtek Gnyp

Kadra:
Wojciech Girguś
Basia Pikula





Zobacz całą galerie z wyprawy


„Zima zawsze swoje mroźne prawa ma,
W butach marzną nogi,
Z góry ci za kołnierz leci mokry śnieg,
Gdzie skierujesz kroki?”

Jak to gdzie? Na Polesie!

Pobudka gdy za oknem jeszcze ciemno nie należy do przyjemności, ale wizja zimowej przygody na Polesiu stawia na nogi nawet nałogowych śpiochów. Ci, którym udało się pokonać sen stawili się „punktualnie” o 7 na dworcu PKS z odpowiedniej wagi bagażem. Zapakowani w najwyższej klasy autobus, relacji Lublin – Terespol ,odbyliśmy około godzinną podróż, którą umilała nam żarliwa dyskusja na tematy ważne i mniej ważne (tudzież drzemka ). Wiedzeni żądzą przygód opuściliśmy nasz środek lokomocji w miejscowości Kołacze, skąd (po uzupełnieniu zapasów w pobliskim sklepie) wyruszyliśmy w pieszą wędrówkę po bezdrożach...

W śniegu (czasem dosyć głębokim) , z niezawodnym GPS-em w ręku i z plecakami podążaliśmy przed siebie mijając po drodze uśpione, wydawałoby się opuszczone, wsie. Aby nie dopuścić do utraty sił zatrzymywaliśmy się co jakiś czas aby się posilić i napić ciepłej herbatki (do wyboru: herbata zwykła, herbata z dużą porcją cukru, herbata z cytryną i wrzątek z cukrem made by Łyda).
Każdy wyjazd (także ten) ma w planie wątki edukacyjne, tak więc po drodze chwila refleksji pod pomnikiem upamiętniający bitwę pod Wytycznem. Nadarzyła się również okazja aby wykazać się odwagą: ktoś musiał sprawdzić czy lód, który pokrywał „rzekę” jest na tyle gruby aby móc po nim przejść. Odważny Karol podjął się tego heroicznego czynu. Wynik misji: woda w bucie bohatera i odnalezienie bezpiecznego przejścia 100 m wcześniej.

Wystawieni na działanie wiatru, śniegu i temperatury poniżej 0, z uśmiechem na twarzy (zasłoniętej szalikiem) szliśmy przed siebie (zgodnie z kierunkiem, który wskazywała nam antenka Wioli) i podziwialiśmy białe widoki. Szliśmy i szliśmy aż... doszliśmy do celu. W ciągu kilku godzin pokonaliśmy odcinek 20 km na trasie Kołacze – Stary Brus – Mietułka – Łowiszów – Wólka Wytycka – Michałowska Grobelka – Urszulin.

Po zakwaterowaniu i odświeżeniu się przyszedł czas na uciechę dla żołądka czyli obiad. Pomidorówka i fasolka przygotowane przez dyżur gospodarczy smakowały wyśmienicie, a samo obiadowanie było obfite w przeżycia związane z obcowaniem z tubylcami. A wieczorem... spotkanie z gitarą przy herbacie i orzeszkach ziemnych. Był też czas na rozmowy - te poważne i te zupełnie zwyczajne. Dobry humor nie opuszczał nas aż do ostatniej zaśpiewanej piosenki. Pełni entuzjazmu i zapału udaliśmy się każdy swoją drogą na wędrówkę w krainę snów...

O ile łatwiej otworzyć oczy gdy na dworze świeci słońce... Mimo to i tak niektórzy mieli z tym problem. Gdy już wszyscy byliśmy w komplecie, zjedliśmy śniadanie (płatki z mlekiem i kanapki) i omówiliśmy plan dnia. Wyruszyliśmy lekkim krokiem (bo bez plecaków) przed siebie.

Na pierwszym „postoju kanapkowym” Artur uraczył nas kilkoma informacjami na temat Poleskiego Parku Narodowego. Wzbogaceni o porcję nowych wiadomości ruszyliśmy w dalszą drogę. Pogoda nas nie rozpieszczała, ale pochłonięci rozmową (m.in. o polskiej piłce nożnej) zdawaliśmy się nie odczuwać chłodu. Ciepła dostarczały nam skomplikowane czynności jakim musieliśmy się poddawać aby uniknąć chlupania w butach (kto by przypuszczał, że na torfowisku będzie woda? ) oraz spontaniczne zapasy w śniegu dla panów.

Tak to w ciągu kilku godzin, które minęły szybko (za szybko) przeszliśmy trasę Urszulin – Andrzejów – Zastawie – Wincencin – Urszulin o łącznej długości 16 km. Niestety nadszedł czas na pożegnanie z poleską przygodą. Spakowani, ale zadowoleni udaliśmy się na przystanek autobusowy, z którego mieliśmy odbyć naszą ostatnią podróż po Polesiu (na tym rajdzie oczywiście!). No i tu również nie obyło się bez przygód. Efektem zajścia był powrót do Lublina na trzy tury (I tura – ziemniaki, II – śledzie, III – bezimienna).

Atmosfera rajdu była naprawdę świetna, a to dzięki ludziom, którzy ją tworzyli. Spróbujcie wyobrazić sobie ten sam rajd, np. bez Sióstr Xero, albo bez ręcznych (bądź nożnych) utarczek między Kryspinem i Grzesiem... Podziękowania należy też skierować w stronę kadry, a zwłaszcza jej połowy: Basiu, dziękujemy, że poświęciłaś swój cenny czas żeby umożliwić nam ten wyjazd. Głębokie ukłony dla wszystkich uczestników!

P.S.: Co to jest kapusta? : )

Sylwia Biedacha

[Powrót]